Przez dobrych kilka minut w pomieszczeniu panowała kompletna cisza, nie licząc brzęczenia niewinnej muchy, która przebudziwszy się z zimowego snu, niespokojnie krążyła wokół oprószonej kurzem żarówki. Kierownik beznamiętnym wzrokiem wpatrywał się w Richarda, który w tym momencie wolałby znaleźć się w zupełnie innym miejscu, najchętniej w rodzinnym Newburgu, gdzie przypuszczalnie czekałyby na niego skrzydełka z kurczaka, smażone na głębokim tłuszczu, w panierce z masła i sosu chili, w towarzystwie frytek z sosem gravy. A wszystko zaserwowane przez kochającą żonę, Christine. Teraz natomiast zmuszony był znosić udręki ze strony nieobliczalnego kierownika, który wykorzystując chwilową przerwę, wyjął z kieszeni spodni pomiętą paczkę marlboro.
Oczy staruszka nagle rozbłysły dzikim blaskiem. Rozszerzone źrenice wędrowały od lewej strony do prawej, przypominając piłki odbijane główką rakiety o ścianę frontową podczas gry w squasha. Z jego strun głosowych – po przesyconych pomroką kątach – rozszedł się tubalny śmiech, wywołując ciarki na plecach Taylora.
W końcu dotarło do niego, gdzie obecnie się znajduje. Siedział uwięziony w strefie ekonomicznej, mocując się z zaczepem. Jego prawa noga istotnie była unieruchomiona, lecz to, co w swojej fantastycznej wizji uznał za wyrastający z ziemi stalagmit, tak naprawdę było odłamaną nóżką fotela. Ostry szpikulec solidnie poharatał mu kość piszczelową, która na pierwszy rzut oka wyglądała na złamaną. Wzbierające masy wody, które wlewały się na pokład przez przepołowiony kadłub boeinga, wywołały u Mike’a niekontrolowane, krótkie wdechy, jak gdyby przyszło mu żyć w środowisku, do którego płuca nie zdążyły się przystosować. Po chwili wystąpiły silne zawroty głowy, będące reakcją organizmu na błyskawiczne wychłodzenie ciała, aż wreszcie stracił przytomność.
Gdyby ktoś postronny miał za zadanie opisać wygląd kierownika Benjamina Fostera w chwili, gdy ten dowiedział się o konieczności przedwczesnego wyjazdu Bakera, najprawdopodobniej użyłby określenia: „chodzący kłębek nerwów”, choć nie byłoby to do końca trafne spostrzeżenie, gdyż nadzorca wyjątkowo – jak na jego osobę – tłumił nagromadzone emocje.
– Nikt nie spożywa jedzenia krótko przed snem. To źle wpływa na nasze zdrowie i stan psychiczny. Tak przynajmniej powtarzała moja świętej pamięci matka.
– Jak to dobrze, że mamy podobny punkt widzenia na pewne sprawy, Vinnie.
– Chociaż gdy weźmiemy pod uwagę te niezliczone zasoby żarcia, z którymi codziennie zmaga się twój żołądek…
– Odezwał się chuderlak. Sam zapewne chomikujesz pod łóżkiem krakersy i czekasz, aż żonę zmorzy sen.
Samolot nabierał prędkości.
Z przeciwległego okna zobaczył krwawą łunę, która zwiastowała samobójczy lot ku słońcu. W miarę zbliżania się do celu skrzydła stalowego ptaka, na wzór tych zbudowanych z piór spojonych woskiem u mitologicznego Ikara, zaczęły się rozpadać, pochłaniane przez żarłoczne płomienie.
Leżał na dnie tego frymuśnego więzienia, poruszając wahliwie jednym skrzydełkiem. Funkcje życiowe poczęły zamierać. Oddech stawał się płytszy, wreszcie…
W ten czwartek przełożony podpisał dla mnie wniosek urlopowy, a proszę mi wierzyć, że wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na to, iż do tego nie dojdzie. Szef to kawał chuja – na moment poderwał do góry dłoń w przepraszającym geście, widząc zniesmaczoną twarz formalisty – który w imię realizacji przyjętego grafiku prac bez żadnych wątpliwości natury moralnej poświęciłby ludzkie zdrowie, a być może i życie.
Na zewnątrz szaleje potworna zawieja, która jest do tego stopnia dynamicznym i nieprzewidywalnym zjawiskiem, że typowanie cyferek i mówienie wprost, kiedy najwcześniej postawi pan stopę na Starym Kontynencie, to jak wróżenie z fusów.
I proszę nie pozować na największego męczennika w Pensylwanii. Każdy z nas, jak tu stoimy, nosi na barkach ciężar własnych trudnych doświadczeń. Prawdą jest także to, że śnieżyca skutecznie uprzykrza życie wszystkim nam tutaj zatrudnionym: zaczynając od służby medycznej i strażaków, a kończąc na operatorach pojazdów specjalnych. Godzinę temu robotnicy wyciągali z zaspy zakopany po sam dach pług, a niedawno doszły mnie słuchy, że w magazynach zaczyna brakować glikolu. Proszę mi wierzyć na słowo, że osobiście wynająłbym dla pana prywatny samolot, zapewniając miejsce w pierwszej klasie, z czterdziestodwucalowym ekranem telewizora, odtwarzaczami Blu-ray i stacjami dokującymi do najnowszych sprzętów, ale okoliczności na to nie pozwalają.
Taylor odniósł wrażenie, iż dokładnie tak musi czuć się byk chwilę przed wyjściem na arenę. Nim na dobre rozpocznie się barbarzyński rytuał, z pogruchotanymi żebrami wyjącymi z bólu po konfrontacji z napełnionymi mokrym piachem workami i niemałą ilością utrudniającej oddychanie wazeliny nałożonej na nozdrza, dociera do cienistego tunelu, w oczekiwaniu aż konny pochód toreadorów po owalnym, piaszczystym podłożu dobiegnie końca i jeden z pomocników otworzy żelazne wrota piekieł.
To jak, POZWOLISZ SOBIE NA CHWILĘ ZAPOMNIENIA?
– No i jak pan sądzi, co zadecydowało, że doświadczony pracownik Wsparcia Obsługi Naziemnej wolał targnąć się na życie, niż dalej parać się robotą na płycie lotniska w Harrisburgu, gdzie, jak podkreślono na końcu, cieszył się „powszechnym szacunkiem”?
– Coś ci teraz powiem, brachu. Jesteś zwykłym egoistą. Ona nie oczekiwała od ciebie wiele. Miałeś jej wyłącznie zapewnić wsparcie, pokazać, że jako troskliwy mąż zawsze będziesz przy niej, bez względu na okoliczności. Wystarczyło któregoś dnia usiąść obok Olivii, czule przytulić i z powagą w głosie oznajmić: „jestem dla ciebie”, dodając, „już nigdy się mnie nie pozbędziesz”. Tyle tylko, że ty poszedłeś na łatwiznę.
Wsłuchując się w dźwięk opadającego pasa, modląc się w ciszy, by ten horror jak najszybciej się zakończył, obiecywałem sobie, że kiedy dorosnę, nie stanę się takim samym potworem, jakim przed laty był Henry. Patrząc na ten zdewastowany pokój, już wiem, że zawiodłem. Poszedłem dokładnie w jego ślady, sięgając po alkohol.
Poruszający się po przeciwnym pasie chevrolet malibu wtem wykonał niekontrolowany skręt, zjeżdżając z wytyczonej drogi. Wpadł w ruch wirowy, po czym zatrzymał się tuż przed nadjeżdżającą deltą, strzelając snopem światła z reflektorów. Mike w trakcie trwającej kilka sekund refleksji uznał, że ponownie zapadł w sen, na nowo stając się nocnym motylem przyciąganym do jaśniejącego punktu wśród bezkresnej ciemności.
Oślepiające źródło było coraz bliżej.
– Uff, a już bałem się, że zaszkodziło ci moje flagowe danie.
– W żadnym wypadku! – gorliwie zaoponował. – Ostatnimi czasy Foster solidnie przykręcił nam śrubę, prawda, Goldsmith?
– Wiesz, Taylor, niby tak, ale… zgromadzony materiał dowodowy explicite świadczy na twoją niekorzyść, stary. – Richard wskazał na nieskonsumowany przez Mike’a posiłek. – Za twą zbrodnię wymierzoną przeciw właścicielowi Vinnie’s Steakhouse, panu Vincentowi Kelly’emu, działając w majestacie prawa, skazuję cię, Michaelu Taylorze, na karę dwuletniego ograniczenia wolności z obowiązkiem wykonywania nieodpłatnych prac społecznych w charakterze pomocy kuchennej w tutejszej restauracji.
Jeśli chcesz wiedzieć, to dewiza co drugiego restauratora w tym kraju zawiera się w słowach: „Myślę, przewiduję i kontroluję”.
I bez zbędnej charakteryzacji z użyciem tłustej, mazistej substancji spotykanej na zawodowych ringach bokserskich zdawał sobie sprawę, że jego tętno poczęło przyspieszać, oddech był nieregularny, raptowny, a przełyk przypominał chropowate, wyschnięte dno zbiornika wodnego wołającego o kilka kropel ożywczej wody. Czyjaś zaciśnięta spoczywająca na jego barku dłoń nieustannie popychała go w stronę świecącej jaskrawą żółcią linii mety. Czyżby ponownie przeobraził się w ćmę przyciąganą jak magnes do punktu, z którego w dalszej perspektywie nie będzie można zawrócić?
Oczy nabiegły mu łzami, czyniąc spustoszenia w postrzeganym świecie. Percypowany obraz budził skojarzenia z anachroniczną kompozycją autorstwa francuskiego neoimpresjonisty: na górze dwie wyraziste plamy złożone z pomniejszych punktowych kropek, nieco niżej bladożółte półkole zwieńczone czarnym pasmem (najprawdopodobniej były to włosy położnej).
|
|




